O Sówce

O Sówce jako bohaterze możesz sporo się dowiedzieć przeglądając komiks - tu natomiast będzie trochę o samym projekcie, który po Sówce odziedziczył m.in. swoją nazwę.

Projekt Sówka zrodził się w formie prostych szkiców rysowanych gdzie popadnie (głównie w książce od angielskiego...). Zeszyty, kartki, książki, tablice - wszędzie pojawiały się różnorodne ptaszki, reprezentujące wiele gatunków i środowisk. Czasem nawet te rysunki układały się w krótkie paski. Wszystko to za sprawą Agaty Kurczewskiej - autorki Sówki.

Sówek zaczęło pojawiać się więcej, znacznie więcej od innych papug, wróbli czy gołębi. Po pewnym czasie zrodziła się ta jedna, jedyna sówka - Sówka. Na przestrzeni wielu rysunków i szkiców ukształtował się jego charakter, światopogląd, wygląd, upierzenie, a nawet płeć.

Po jakimś czasie Sówce przestały wystarczać szkice. Nie zadowolił się nawet modelem z plasteliny. Chciał więcej - a tak się akurat złożyło, że była ku temu okazja. Otóż przyjaciółki Sówki - sówki międzymordki - wzięły gościnny udział w... prezentacji maturalnej. Sebastian Krzyszkowiak, ówczesny maturzysta, przedstawiał problem zapożyczeń językowych używanych w słownictwie informatycznym. Uczynił to właśnie przy pomocy sówek, które wyszły spod ręki Agaty. Sówki z różnych krajów odkryły, że łatwiej jest się im porozumiewać internacjonalizmami.

Na szczęście nie był to koniec artystycznej współpracy Agaty z Sebastianem. Pomysł na stworzenie komiksu internetowego błądził po głowie "sowiej mamy" już wcześniej, jednak właśnie współpraca z kimś, kto programowaniem zajmuje się na codzień, pozwoliła zrealizować ten cel. Udało się - 27 lipca 2011 roku strona Sówki miała swoją premierę, a wraz z nią opublikowany został również pierwszy pasek komiksu.

Kiedy strona Sówki dopiero nabierała swoich kształtów, swą pomoc zaoferował Adrian Grzemski ze swoim blogiem, stając się partnerem Sówki. Kto wie, może Sówka zainspiruje go przy któreś z jego przyszłych publikacji? :)

A sam Sówka? Cieszy się, że ma swoją stronę w tym olbrzymim, ludzkim Internecie. A to i tak jeszcze nie jest jego ostatnie słowo...